TEST: Škoda Fabia RS

Najmocniejsza wersja najmniejszego modelu Škody to auto, w którym łączą się ze sobą skrajne cechy. Z jednej strony zaawansowany silnik imponujący osiągami i krzykliwe malowanie, z drugiej niemrawa linia nadwozia, przeciętne wnętrze  i ograniczające systemy elektroniczne.


Przeciskając się w porannych korkach dostrzegam spojrzenia wszystkich wokół. Ogląda się za nią każdy: kierowcy, przechodnie, nawet pasażerowie komunikacji miejskiej. Uwagę przyciągają charakterystyczne białe felgi, biały dach i oczywiście przedziwna kalkomania. W założeniu miała być „taka-jak” w Fabii S2000.


Powiedzieć, że nie wygląda jak rajdówka to za mało. Oklejenie zwyczajnej karoserii Fabii wzorami kojarzonymi z pojazdem, który na „OeSach” wywalczył niedawno drugie z rzędu zwycięstwo w serii IRC, powoduje poważny dysonans poznawczy. Co więcej, widać to w twarzach osób oglądających się za samochodem,  w ich pytających spojrzeniach. Zamiast podziwu widzę tylko zdziwienie…


Zdecydowanie zmieniam pas i wskakuję w wolne miejsce przede mną. Jadąc „zwyczajnym” autem, pewnie nawet, nie pomyślałbym o takim manewrze. Wysoki moment obrotowy pozwala mi na dynamiczne zmiany miejsc. Takimi przeskokami przesuwam się na zatłoczonej ulicy, zdobywając kolejne metry asfaltu. Ale co ważniejsze – zostawiam za sobą te ciekawskie i zdumione spojrzenia.


Karoseria Fabii wygląda bardzo statycznie. Wyjątkowo nudna linia nadwozia, małe nadkola, duża powierzchnia szyb. Sylwetka małej Škody sprawia wrażenie wąskiej i wysokiej. Może to zaleta dla użytkowników „zwyczajnych” Fabii. Ale do wersji „RS”, mającej sportowe aspiracje, po prostu nie pasuje. A w edycji specjalnej, oklejonej „w-stylu-S2000”, jest nie do przyjęcia. Żeby chociaż miała poszerzone błotniki, nawet te kilka milimetrów z tworzywa sztucznego…


Jeśli ktoś choć raz widział rajdową Fabię, to ciężko mu będzie oglądać z zewnątrz testowaną wersję „RS”.


Niestety w środku nie jest lepiej. Prosto i nudno – jak w podstawowej wersji. Trzeba być fanem aut spod znaków grupy VW, żeby się tym zachwycać. Bardzo przestronnie, duża przestrzeń nad głową – ciężko poczuć się jak w sportowym bolidzie.


Pojedyncze akcenty stylistyczne – jak np. listwy na progach – nie zakłócają ogólnego wrażenia. Fabryczne radio gra przyzwoicie, przynajmniej nie będzie przeszkadzać w słuchaniu silnika. Patrząc na styl i poziom wyposażenia trudno zorientować się, że jesteśmy w topowej, sportowej wersji, ponad dwukrotnie droższej od podstawowej.


Nie chodzi tu o takie gadżety jak np. dotykowy wyświetlacz. Po prostu korbki w tylnych drzwiach nie bardzo pasują do topowej specyfikacji. Jedynie oparcia – należycie oznakowane – próbują trzymać fason. Choć wykończenie zwykłym, standardowym materiałem im w tym nie pomaga.


Siedząc za kierownicą czuję się jak w statecznym, przeciętnym aucie z segmentu „B”. Chociaż trójramienna kierownica to jak najbardziej sportowa część wnętrza – jest mięsista, pewnie leży w dłoniach i można nią dynamiczne operować. A do tego ma jeszcze stylową, metalizowaną wstawkę. Kierownik i fotele to najlepsze elementy wnętrza. Przy czym w przypadku foteli, ich zaletą nie jest oczywiście materiał, ale kształt. Są dość głębokie i mają dobrze trzymające boczki.


Przestawiam skrzynię DSG w tryb manualny, ale po pierwszej próbie wbicia wyższego biegu od razu wracam do automatu. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego Škoda (a właściwie Volkswagen) uparcie utrzymuje, że niższy bieg wbija się przesuwając dźwignię do tyłu. Można nie rozumieć, dlaczego robią to w zwykłych autach. Ale taki kierunek zmiany biegów w samochodzie odwołującym się do sportu, to obraza fanów aut tego rodzaju.


Poza trybem manualnym skrzynia DSG pracuje rewelacyjnie. Dzięki dwóm sprzęgłom zmiana biegu zajmuje ułamek sekundy. Właściwie nic nie zajmuje, bo mechanicznie bieg wpięty jest jeszcze przed odpięciem poprzedniego. To naprawdę działa i robi wrażenie. Czasem przyspieszam i zwalniam na pustej drodze, tylko po to, żeby zachwycać się płynną zmianą przełożeń.


Zresztą, skrzynia i silnik to arcydzieła – zdecydowanie najmocniejsze strony małej Fabii. Włączam tryb „S” (DSG trzyma niższy bieg niż standardowo, a Škoda wydaje się być bardziej agresywna) i delektując się dźwiękiem i pracą na najwyższych obrotach wyprzedzam kolejną zawalidrogę. Wciskam mocniej, potem gwałtownie hamuję. Skręcam, z lekko wciśniętym gazem, ustawiam się na wyjście i dociskam do podłogi. Biegi przeskakują bez zbędnego opóźnienia, nie tracę ani trochę na przyspieszeniu. Nagle zapominam o całym „niesportowym” wyglądzie, o wnętrzu, o karoserii. Jestem tylko ja, Fabia i ulica.


Sto osiemdziesiąt koni mocy katapultuje ponad 1300 kilogramów w 7,3 sekundy do pierwszej setki. Wygląda dziwacznie? Może i tak, ale długo się na nią nie napatrzycie. Przyspieszenie wciska w fotel, zadziorne buczenie utrzymuje się dłuższą chwilę (w trybie „S” czas, przez jaki skrzynia utrzymuje silnik powyżej sześciu tysięcy wydaje się dłużyć w nieskończoność!), a zdziwione miny pasażerów wyprzedzonego coupe maleją w lusterkach. Okazuje się, że ulice pełne są dziwnie ospałych, powolnych aut.


Po wciśnięciu gazu przez ułamek sekundy jest spokój, ale później silnik ciągnie ostro i nieprzerwanie niemalże do 7 tys. Gdzieś w okolicach 5 tys. czuć, że łapie drugi oddech. Mam wrażenie, że na samym dole, gdzieś przy podłodze, znajduje się magiczny przycisk, który włącza się poprzez przyciśnięcie pedałem gazu. Mogę się założyć, że słyszę jak go dogniatam. Po wduszeniu magicznego przycisku Fabia z rasowym wyciem jeszcze ostrzej wyrywa do przodu. Turbo i kompresor robią swoje, rzucając małą Škodą jakby ważyła kilkaset kilogramów. Muszę mocniej zaciskać dłonie na kierownicy, żeby nie zostać za autem.


Wpadam w długi łuk i po wybraniu toru jazdy gwałtownie wciskam gaz. Dociskam do podłogi, uruchamiając magiczny dociskacz i … nic się nie zmienia. Auto jedzie jak jechało, pewnie trzyma się drogi, co prawda utrzymuje prędkość, ale nie przyspiesza. Tak działa „elektroniczna szpera” (EDS) i ESP. Elektronika nie dopuszcza więcej momentu na koła i nie pozwala na nawet najmniejszy uślizg. Niestety nie można tych systemów odłączyć, chociaż podobno EDS odłącza się samoczynnie jak tylko przegrzeją się hamulce…


Jedyne, co pozostawiono pod kontrolą kierowcy, to ASR. Wszystko na co pozwala Fabia RS to szaleńcze i nieodpowiedzialne zrywanie przyczepności podczas przyspieszania. Jak odpowiednio dozować moc i moment obrotowy to już lepiej wie komputer. Kierowca może „bawić” się na prostej, co najwyżej wyprzedzając „sąsiadów” w sprintach spod świateł. Co zresztą małej Škodzie wychodzi wyśmienicie.


Sprawnie manewruję w miejskich warunkach, zmieniając wielokrotnie pas ruchu i drażniąc przechodniów, kiedy zbliżam się do przejścia na maksymalnie wysokich obrotach. Fabia na asfalcie pewnie trzyma wybrany tor jazdy, a dzięki dobrym hamulcom potrafi bardzo skutecznie wytracać prędkość. Chociaż przy dynamicznych zmianach kierunku nadwozie wychyla się niepokojąco, powodując znaczny dyskomfort. Przez to, przy bardzo gwałtownych manewrach nie czuję się pewnie.


Jeszcze gorzej jest na luźnej nawierzchni. Mimo, że to chleb powszedni specyfikacji S2000, to dla RS jest jak przerażająca sceneria z najgorszego koszmaru. Systemy elektroniczne kastrują Fabię przy każdej próbie zarzucenia tyłem. Tak się nie jeździ – żadnych uślizgów, a już na pewno nie autem z segmentu „B”, wyposażonym w stuosiemdziesięciokonny silnik. Tak, motor robi wrażenie, szczególnie w samochodzie takim jak Fabia. Jest moc. Ale sportowych emocji ani grama.


Patrząc na Fabię S2000 mam wrażenie, że sto dziesięć lat historii w sportach motorowych zasługuje na większe wyróżnienie, niż rajdowa kalkomania na karoserii Fabii RS. Ogromna moc i zaawansowana technologia zasługują na uznanie – inżynierowie wyciągnęli z tego nadwozia tyle, ile się dało. Jednak zdecydowanie lepiej wygląda zwykła „RS” – przynajmniej niczego nie udaje. Poziom wyposażenia i styl raczej nie zachwycą, a czujna elektronika nie pozwala na wyzwolenie emocji i radość z prowadzenia, jakich oczekujemy po tak mocnym autku. Jeśli jednak ktoś lubi zwykłą Fabię, będzie więcej niż zachwycony (może doceni też np. drugą parę drzwi).

Dane techniczne:

Moc: 180 KM przy 6200 obr./min.

Moment obrotowy: 250Nm w zakresie 20000-4500 obr./min

Przyspieszenie 0-100km/h: 7,3 sekundy

Spalanie (średnie na dystansie 1283km): 8,5l/100km

Masa: 1318kg

Cena: ok.79.450PLN

Cena za 1KM: 441PLN

Tekst: Bartosz Niemczynowicz

Zdjęcia: B.Niemczynowicz, J.Kołodziejczyk

Zdjęcie modelu Fabia S2000: Škoda

Może Ci się również spodoba

  • Maja

    Świetny test! Czytając czuję się jak bym jechała tym samochodem :) I jak zwykle super zdjęcia :)