Test: Clio Renault Sport Gordini

„Be Glorious. Be Gordini.” To krótkie hasło wskazuje, że Gordini to nie tylko model auta. To oznaka stylu.


Ta specjalna wersja Clio Renault Sport swoją nazwę zawdzięcza słynnemu francuskiemu inżynierowi i kierowcy wyścigowemu włoskiego pochodzenia – Amédée Gordiniemu. Swoją „karierę” młody Gordini rozpoczynał pracując jako mechanik w warsztacie jednego z braci Maseratich – pana  Alfieriego. Po I Wojnie Światowej, podczas której służył we włoskiej armii, osiedlił się w Paryżu. Tam zaczął jeździć jako kierowca wyścigowy. Wkrótce założył własny zespół, który zajmował się konstruowaniem bolidów do zawodów Grand Prix – poprzednika Formuły 1. Gordini stał się nie tylko rozpoznawanym kierowcą wyścigowym, ale też i znanym tunerem silników – cieszył się przydomkiem „Le Sorcier” czyli „Magik”. Po kilku latach Gordini, z powodów finansowych, musiał wycofać się z Formuły 1. Związał się z firmą Renault  działając w sferze sportowej oraz udoskonalając seryjne samochody, głównie poprzez tuning sinika.

Tak powstał m.in. legendarny model R8 Gordini – w charakterystycznym niebieskim kolorze wraz z dwoma białymi pasami. Amédée Gordini na trwałe zapisał się w historii motoryzacyjnej Francji jako wybitny inżynier i kierowca – w 1953r. został mu przyznany Order Legii Honorowej, najwyższe odznaczenie francuskie.

Dziś legenda powraca. Clio RS Gordini jest autem bardzo pretensjonalnym i dobitnie manifestuje swoją obecność na drodze. Krzykliwe, niebieskie nadwozie przecięte wzdłuż dwoma białymi pasami (a na każdym z nich jakby rozsypane białe literki G) to jednoznaczny manifest stylu Gordiniego oraz nawiązanie do R8 Gordini z lat sześćdziesiątych.

Z zewnątrz dostrzeżemy wiele rzucających się w oczy detali jak białe lusterka, ciemne klosze przednich lamp, wspomniane białe pasy (które nie wiedzieć czemu nie dochodzą do końca przodu…), „diamentowe” felgi od wewnątrz polakierowane na niebiesko, …

… biała lotka aerodynamiczna w stylu F1 w przednim zderzaku, …

…czy naklejki „Gordini Series”. Każda z tych rzeczy ma zwracać na siebie uwagę oraz manifestować sportowy szyk i styl Gordini.

Są też detale, które oprócz tego, że są stylowe, pełnią konkretne funkcje. Tylny zderzak, poza dwiema końcówkami wydechu , skrywa duży, czarny dyfuzor, który wręcz „przytrzymuje” tył Clio przy szybkich łukach nie pozwalając mu uciec z obranego toru jazdy …

… a „skrzela” w przednich błotnikach odprowadzają ciepło z kół i hamulców. Takie smaczki zdecydowanie lubimy.

Na pierwszy rzut oka, wnętrze wygląda bardzo przyjemnie. Takie detale jak niebieska skóra na fotelach oraz na górze wieńca kierownicy, który jest też przecięty dwoma białymi pasami, cieszą oko. Podobnie jak piękna, a zarazem bardzo dobrze leżąca w dłoni, gałka zmiany biegów, pokryta niebieską skórą i zwieńczona napisem „Gordini” czy welurowe, ciemnogranatowe dywaniki z napisem Gordini

Tak przyjemnie już nie jest, gdy przyjrzymy się niektórym detalom jak np. tabliczka z numerem auta. Sama jej obecność podnosi prestiż, ale ta w Clio jest po prostu tandetna. W moim odczuciu cały tunel środkowy sprawia wrażenie taniego i nie pasuje do szykownego i sportowego charakteru Clio RS Gordini.

Testowy model wyposażony był w pakiet Renault Hands Free, dzięki któremu zamiast kluczyka dostajemy kartę. W celu otwarcia czy zamknięcia zamka lub odpalenia Clio nie musimy nawet wspomnianej karty wyjmować z kieszeni co czyni korzystanie z auta niezwykle przyjemnym. Zwraca uwagę styl owej karty, a właściwie jego kompletny brak – jest identyczna jak w innych modelach Renault.  Mogła by być przynajmniej niebieska z dwoma białymi pasami.  Szkoda, przecież właśnie w poszukiwaniu stylu dopłaca się za wersję Gordini.

Lepiej jest po zajęciu miejsca za wolantem. Koło kierownicy jest dość grube przez co pewnie leży w dłoniach i daje poczucie panowania nad autem. Obsługa wszystkich dodatków takich jak radio czy klimatyzacja jest bardzo intuicyjna i łatwa dzięki dużym przyciskom umieszczonym na konsoli środkowej. Wyjątkiem jest przycisk włączający tempomat, umieszczony obok dźwigni hamulca ręcznego. Każdorazowa próba włączenia tempomatu kończy się wodzeniem palcem po tunelu środkowym w poszukiwaniu owego przycisku.

Zamykamy drzwi i możemy ruszać. I tu mała uwaga – rączka do zamykania drzwi jest umieszczona za blisko zawiasów, w związku z czym, jeśli zaparkujemy  blisko innego auta to do zamknięcia drzwi będziemy musieli użyć bardzo dużo siły. Nic to. Wciskam starter na konsoli środkowej i do moich uszu dociera delikatny, basowy pomruk pochodzący z obudzonego do życia  dwulitrowego, czterocylindrowego motoru.

Pierwsze kilometry pokonuję spokojnie, aby dać silnikowi czas na rozgrzanie. Kierownica chodzi z wyczuwalnym oporem co sprawia bardzo pozytywne wrażenie – wszak Gordini aspiruje do miana prawdziwego „hothatcha”. Silnik kręcę nie wyżej niż do 3-4 tys. obrotów delikatnie obchodząc się z gazem. Motor wydaje z siebie basowy pomruk, który w okolicach 4 tys. obrotów wpada w pewien rezonans i staje się nieprzyjemnym „buczeniem”. Utrzymując silnik poniżej tej wartości Clio RS Gordini zdaje się być zwykłym, miejskim autem pozwalającym  w miarę komfortowo przedostawać się z punktu A do B.

Nie ma się jednak co oszukiwać. Renault stworzenie wersji Gordini powierzyło magikom z działu Renault Sport. W efekcie technicznie jest to identyczne auto co Clio RS i razem z innymi modelami Renault Sport powstaje we francuskiej fabryce w Dieppe. A tam nikt nie projektuje zwyczajnych aut traktowanych jak narzędzia do transportu. Dwulitrowy silnik pracujący pod maską zdecydowanie lubi wysokie obroty a prawdziwa jazda zaczyna się po przekroczeniu 5 tys. obr./min. gdzie osiągany jest maksymalny moment obrotowy wynoszący 215Nm.

Jadę na drugim biegu, wokół pusto. Zdecydowanie i mocno wciskam pedał gazu. Możecie zapomnieć o basowym pomruku. W jego miejscu pojawia się ogłuszający metaliczny jazgot przywodzący na myśl prawdziwe auta wyścigowe. Czuję jak moje ciało przywiera do skórzanego fotela, za oknem wszystko przesuwa się niebezpiecznie szybko, mocniej zaciskam dłonie na kierownicy, która wręcz mówi do mnie co dzieje się z przednimi kołami a jednocześnie daje poczucie panowania nad wszystkim. W całym tym zamęcie nagle pojawia się spokojny, krótki dźwięk przypominający sygnał z pokładu rejsowego samolotu. Kątem oka dostrzegam jakąś zieloną kontrolkę na obrotomierzu. Oznacza to, że wskazówka zawędrowała w okolice 7 tys. obrotów gdzie dostępne są wszystkie 203KM. Zdecydowanym ruchem sięgam do gałki zmiany biegów, zapinam kolejne przełożenie i zabawa zaczyna się od nowa. Dzięki krótko zestrojonym trzem pierwszym biegom bawić się tak będziecie bardzo często. Doświadczam sportowego ducha Gordiniego…

Przede mną znana mi szykana: najpierw lewy szybki z nierówną nawierzchnią przy szczycie a za nim prawy wymagający dohamowania. W pierwszy zakręt wchodzę optymistycznie. Niestety na nierównej nawierzchni twarde zawieszenie Clio RS nie radzi sobie tak dobrze. Walczę z kierownicą o utrzymanie zadanego toru jazdy. Następny zakręt jest już równy. Zaczynam hamowanie i składam się do zakrętu. Moje zmysły są przygotowane na nadsterowność, która powinna się tu pojawić. Lecz nic takiego nie ma miejsca. Ku mojemu zdziwieniu Gordini posłusznie wykonuje moje polecenia i prawy zakręt pokonuje jak po sznurku. Jestem pozytywnie zaskoczony. Z każdym kilometrem pozwalam sobie na coraz więcej. Kolejny szybki łuk. Celuję kierownicą w szczyt zakrętu, Clio jedzie jak przyklejone, nie muszę wykonywać żadnych korekt toru jazdy. Niespodziewanie łuk się zacieśnia, drastycznie ujmuję gazu. Przez głowę przelatuje mi myśl, że to nierozważne, że zarzuci tyłem. Nic z tych rzeczy. Gordini tylko zacieśnia promień skrętu bez najmniejszego uślizgu. Potrzeba toru wyścigowego by dotrzeć do limitów tego Clio.

Stałem się też niewolnikiem dźwięku, a w zasadzie krzyku, jaki wydaje z siebie Gordini. Rozpędzam się na drugim biegu do czerwonego pola na obrotomierzu by doświadczyć brzmienia prawdziwie sportowego auta i odpuszczam gaz. Clio RS schodzi z obrotów z mocnym, basowym rykiem. I kolejne światła czy przecznica i znów ten sam „koncert”. Wiem, z zewnątrz to wygląda niepoważnie, zachowuje się jakbym koniecznie chciał zwrócić na siebie uwagę. Ale to nie ma znaczenia. Clio RS Gordini jest krzykliwy, przykuwa spojrzenia i jest niesamowicie szybki. Jest wspaniały. Kusi kiedy stoję na światłach, kiedy przyspieszam i kiedy zwalniam. Kusi nawet wtedy, kiedy stoi zaparkowany.

Czy warto kupić Clio od Renault Sport w wersji Gordini? Warto jeśli szukasz stylowego, wspaniale brzmiącego, genialnie jeżdżącego „hothatcha”. W porównaniu z konkurentami Clio RS nie podąża za trendami „downsizingu” panującymi w segmencie. Pod maską znajduję się wolnossący, dwulitrowy silnik czerpiący z doświadczenia starszych braci jak Clio Williams, 172, czy 182.

Jeżdżąc głównie po mieście będzie Ci przeszkadzać duży promień skrętu i ciężko pracujący układ kierowniczy podczas parkowania. Twarde, sztywne zawieszenie dobitnie poinformuje Cię o każdej nierówności. To jednak nie będzie miało znaczenia gdy tylko wybierzesz się na krętą drogę lub tor. Zakochasz się w prawdziwie sportowym jazgocie motoru, niesamowitej stabilności w zakrętach i niebanalnym stylu. Co więcej, obcując z tym autem poczujesz ducha Amédée Gordiniego .

Amedee Gordini zmarł w 1979 roku. Dzisiaj Renault czerpie z popularności znanego magika do silników, konsekwentnie promując markę Gordini. W zamierzeniach firmy nazwa ta ma oznaczać nie tylko specjalną linię aut ale całą gamę produktów i usług składających się na zjawisko określane modnym terminem „lifestyle”. Niestety na chwilę obecną w Polsce Gordini wydaje się być nierozpoznawalny. Choć może prezentowany Clio Renault Sport Gordini to zmieni…?

Dane  techniczne:

Moc: 203KM przy 7100 obr/min

Moment obrotowy: 215Nm przy 5100 obr/min

Przyspieszenie 0-100km/h: 6,9 sekundy

Spalanie (średnie na dystansie 424km): 14,6l/100km

Masa: 1204kg

Cena: 93 000PLN

Cena za 1KM: 458PLN


Tekst: Antoni Niemczynowicz

Zdjęcia: J. Kołodziejczyk/Renault

Antoni Niemczynowicz

Antoni Niemczynowicz

Fotografuję, jeżdżę i cieszę się każdą chwilą za kierownicą

Może Ci się również spodoba