Test: Alfa Romeo MiTo Quadrifoglio Verde

Wyrafinowana elegancja, zaawansowana technologia i ponadprzeciętne osiągi. To wszystko zamknięte w dynamicznym nadwoziu trzydrzwiowego, miejskiego auta.

Na zatłoczonej ulicy trudno pomylić MiTo z jakimkolwiek innym autem. Ten najmniejszy model w gamie włoskiego producenta zdecydowanie wyróżnia się z tłumu. Jednak robi to w dość subtelny sposób. Mała Alfa nie jest ani krzykliwa ani pretensjonalna. Ale wystarczy na nią spojrzeć, żeby przekonać się, że to inne auta są po prostu zwyczajne.

Wychodzące z maski, wyciągnięte przez pas przedni i schodzące poniżej linii lamp charakterystyczne „Scudetto”. Światła rozciągnięte na krawędzie znacznie poszerzonych nadkoli. Inspiracja modelem 8C jest czytelna. Dynamiczną linię dopełnia kształt okien i nieduże powierzchnie szyb. Do tego zielony listek na śnieżnobiałym trójkątnym polu, który subtelnie wyróżnia się na tle perłowego lakieru. Jego umiejscowienie idealnie oddaje styl całego auta – z daleka nie zwraca szczególnej uwagi, ale jak już się jest obok, nie można nie zapytać, słowami pewnej policjantki z okolic Giżycka,: „a ta koniczynka, to na szczęście?”.

Zielona czterolistna koniczyna na białym polu po raz pierwszy umieszczona została przez Alfa Romeo na modelu „RL” startującym w legendarnym sycylijskim wyścigu Targa Florio w 1923 roku. Kierowcy z mediolańskiej stajni zajęli pierwsze (Sivocci), drugie (Ascari) i czwarte (Masetti) miejsce, a charakterystyczne logo stało się rozpoznawalnym symbolem na trwałe związanym z marką. Koniczynką sygnowane były topowe wersje pojazdów produkowanych przez Alfa Romeo.

Mała MiTo w wersji QV odwołuje się do sportowego ducha swoich poprzedników. Ale dzisiejsza Alfa – poza sportem i elegancją – wyraźnie podkreśla swój wyjątkowy styl. Dzięki wybranym elementom stylistycznym (pokrywy lusterek, obwódki reflektorów) wygląd MiTo może nabrać indywidualnego charakteru. W testowanym egzemplarzu do wspomnianych dodatków dopasowano kolor siedemnastocalowych, aluminiowych obręczy kół. Do wyboru jest też kilka wzorów naklejek, włącznie z mediolańskim krzyżem i wężem Viscontich umieszczanymi na dachu lub na bocznych panelach.

MiTo przyciąga spojrzenia, ale w dość szczególny sposób – robi to delikatnie, z wyczuciem. Ludzie raczej się za nią nie oglądają, ale jak już ktoś spojrzy, to nie może oderwać wzroku. I nie jest tak, że podoba się tylko kobietom. Widziałem przechodzącego przez ulicę młodego chłopaka w towarzystwie dwóch eleganckich koleżanek. Ukradkiem spoglądał na mijany samochód, starając się nie obracać głowy, tak żeby jego towarzyszki nie zauważyły tych skradzionych spojrzeń. Powściągliwa Włoszka wyróżnia się zdecydowanie, ale się nie narzuca. Taka jest jej interpretacja dyskretnej elegancji.

Wnętrze stwarza przyjemne poczucie wyjątkowości – wysokiej klasy materiały, dbałość o wykończenie i dopasowane detale. Niepowtarzalny styl podkreślają niespotykane w tym segmencie drzwi bez ramek, z podświetleniem obejmującym przestrzeń obok samochodu. Jedyna kontrastująca z pozostałymi elementami niedogodność to pokrywa schowka przed pasażerem. Zatrzask umieszczono w jednym tylko punkcie – po zamknięciu opada pod własnym ciężarem i wyraźnie odstaje od krawędzi deski rozdzielczej.

Nie da się nie zwrócić uwagi na wyrafinowane detale, doskonale uzupełniające wyjątkowy charakter wnętrza. Niektóre są wręcz ostentacyjne, jak np. rewelacyjna gałka dźwigni zmiany biegów. Inne ukryto w miejscach, których nikt na co dzień nie ogląda (np. logo marki na aluminiowych nakładkach na pedałach).

Materiał pokrywający od góry konsolę zegarów i obejmujący cały panel środkowy z centralnym wyświetlaczem oraz wyścielający boczki drzwi to przyjemne w dotyku miękkie tworzywo mające wyglądać jak włókno węglowe. Podstawowe funkcje nawigacji, telefonu czy podłączonego do wejścia USB odtwarzacza Mp3 można obsługiwać przyciskami umieszczonymi na kierownicy. O elegancji i poziomie wyposażenia MiTo najlepiej świadczy fakt, że kierowcy dużych limuzyn, kilkakrotnie droższych od testowanego modelu, czują się doskonale wewnątrz tego miejskiego autka.

Atmosfera wysokiej klasy wnętrza to w dużej mierze zasługa opcjonalnych, podgrzewanych foteli, obszytych dobrej jakości skórą. Utrzymane w łagodnej, ciemnej czerwieni doskonale oddają charakter MiTo. Nie są pretensjonalne, nie świecą jak pośladki pawiana (przesadnie ostrą czerwień skórzanej tapicerki można spotkać w większym modelu Alfy). Poza tym wspaniale pasują do perłowego lakieru nadwozia. Są bardzo wygodne i bardzo stylowe. Można się w nich wygodnie usadzić, a podczas jazdy oferują niezłe trzymanie boczne. Jednak do czasu – w serii ciasnych zakrętów trzeba się zapierać lewą nogą, bo możliwości boczków fotela szybko się kończą. Zdecydowanie szybciej niż możliwości zawieszenia.

Po przekręceniu kluczyka z wytłoczonym „Scudetto” silnik daje o sobie znać łagodnym mruczeniem. Komora jest wygłuszona, a wydech niezbyt głośny. Z zewnątrz wrażenia akustyczne są bezsprzecznie lepsze – nie tylko dźwięk wydechu, wrażenie robi też świst zaworu upustowego. Lecz w środku ma być przede wszystkim komfortowo. W tym kontekście dużym rozczarowaniem jest brak nagłośnienia „Bose” w standardzie. Do wnętrza w wersji „Quadrifoglio Verde” pasowałoby idealnie.

Za tradycyjnym logo z symbolami Mediolanu i rodziny Viscotnich kryje się jednostka napędowa przywodząca na myśl wszystkie najlepsze cechy Alfa Romeo – małolitrażowy (1,4l.), benzynowy, turbodoładowany silnik, korzystający z zaawansowanej technologii MultiAir. Nie ma w nim tradycyjnej przepustnicy, a praca zaworów dostosowuje się do aktualnych potrzeb kierowcy. Pomimo, że brzmi to jak marketingowy slogan, to naprawdę działa.

Serce MiTo, skryte pod wytłoczoną z tworzywa pokrywą (obejmującą nawet imitację zakończeń śrub) potrafi przy bardzo dynamicznej jeździe przepalić nawet średnio czternaście litrów. Przy dużym obciążeniu zawory mogą wykonywać więcej niż jeden ruch przy każdym cyklu pracy. Ale jadąc jednostajnie, na niskich obrotach, średnie spalanie można znacząco obniżyć – wówczas zawory nie wykorzystują pełnego zakresu ruchu. Udało mi się obniżyć średnią z kilku dni do mniej niż dziewięciu litrów w trasie. Ale to tylko dlatego, że drogę z Orzysza do Warszawy pokonałem w lipcowe niedzielne popołudnie, ze świecącą na żółto kontrolką „check engine”… Ciekawe, że znikała równie szybko i niespodziewanie jak się pojawiała.

Zaawansowana elektronika to kolejny wyróżnik MiTo. Można pogratulować odwagi producentowi, który zdecydował się wyposażyć to małe auto w system „DNA”, inspirowany samochodami sportowymi. Praca silnika, hamulców, zawieszenia, układu kierowniczego i systemów elektronicznych sterowana jest poprzez wybór odpowiedniego trybu. Nie ma możliwości osobnego odłączenia systemu ESP (w Mediolanie nazywają to „VDC”), można jedynie wybrać tryb, w którym jego działanie jest maksymalnie ograniczone.

Po osiągnięciu właściwej temperatury przesuwam do przodu dźwignię umieszczoną na tunelu środkowym i przytrzymuję przez chwilę w takiej pozycji w celu aktywacji trybu „Dynamic”. Momentalny skok obrotów z jednoczesnym agresywnym pomrukiem silnika i skok przyspieszenia przy niezmienionym położeniu pedału gazu informują mnie o wyostrzonej reakcji silnika. Charakter MiTo zmienia się diametralnie. Mam wrażenie, że aktywacja trybu „D” wyostrza także zmysły kierowcy. Koncentruję się na drodze, nie mogąc doczekać się kolejnego zakrętu, kolejnego auta do wyprzedzenia.

Utwardzone zawieszenie i szerokie opony dosłownie przyklejają mała Alfę do drogi. Jednocześnie MiTo jest dość komfortowa i sprawnie tłumi drobne nierówności. Aczkolwiek wjazd na torowisko, czy krawężnik wymaga zdecydowanego zwalniania. Siedemnastocalowe aluminiowe obręcze „obute” w Pirelli „P Zero Nero” skrywają charakterystyczne czerwone zaciski, oczywiście podpisane nazwą producenta. Komfort podróżowania mógłby obniżać jedynie szum spowodowany przez obszerne opony. Ale można go skutecznie zagłuszyć utrzymując silnik powyżej pięciu tysięcy obrotów.

Zawieszenie wspierane przez aktywowany w trybie „Dynamic” elektroniczny system Q2 zapewnia doskonałą przyczepność na równej nawierzchni. Zdecydowanie hamuję przed pierwszym z kilku zbliżających się ciasnych zakrętów. Nie zwracam uwagi na wcześnie włączające się światła awaryjne. Lekko odpuszczam hamulec i kieruję przód do wewnętrznej, delikatnie dodając gazu. W połowie agresywnie dociskam prawy pedał, spodziewając się wypchnięcia przedniej osi na zewnątrz, w miejsce które sobie zostawiłem. Jednak systemy nie pozwalają skierować nadmiaru momentu na koła i pomimo dociskanego gazu czuję, że MiTo precyzyjnie nabiera prędkości pokonując zakręt wybraną „kreską”.

Wciskając gaz do oporu zwiększam obroty i składam się w przeciwną stronę, do kolejnego zakrętu. Pomimo dynamicznej zmiany kierunku, stale przyspieszając, MiTo utrzymuje się na obranym torze i z lekką podsterownością dosłownie wystrzeliwuje mnie na prostą kończącą serię ciasnych zakrętów. Ten samochód nieprawdopodobnie dobrze trzyma się drogi. Dopiero przy agresywnym pokonywaniu serii ciasnych zakrętów można wyczuć, że elektronika pozwala mu na minimalne uślizgi i czasem delikatną podsterowność.

Z kolei w długich łukach zdecydowane dodanie gazu z jednoczesnym zacieśnieniem zakrętu powoduje zwiększenie prędkości i kontynuowanie jazdy po nowym torze. Rewelacyjną przyczepność MiTo prezentuje jedynie na równej nawierzchni. Jazda po koleinach i wielokrotnie połatanej drodze nie należy do przyjemności. Stale trzeba pracować kierownicą, żeby utrzymać kierunek jazdy i korygować nerwowe przesuwanie się auta na boki.

Opustoszałe uliczki warszawskiej Woli, odcięte od reszty miasta przez budowę metra. W senne, letnie popołudnie zakłócam ciszę agresywnym dźwiękiem turbodoładowanego silnika, utrzymywanego na niepotrzebnie wysokich obrotach, wywołując niesłabnący uśmiech na twarzy. Aczkolwiek po kilku przejazdach zaczynam odczuwać dysonans. I nie chodzi tu o niepokój mieszkańców, ale o charakter MiTo. Powoli ją odkrywam – ona nic nie musi. Potrafi być agresywna i dynamiczna, ale nie do tego została stworzona. To niepowtarzalny styl jest jej siłą. Takim autem wypada przemieszczać się dostojnie, może jedynie z lekkim pomrukiem wydechu.

MiTo w wersji „QV” to samochód dla kierowcy. Świadczy o tym nie tylko brak wersji pięciodrzwiowej, ale przede wszystkim dostosowywanie się do stylu jazdy. System „DNA” w połączeniu z silnikiem MultiAir pozwala wpływać na charakter tego auta. Można nim jeździć agresywnie (zdecydowanie podwyższając średnią spalania), ale można też spokojnie toczyć się sumiennie wykonując polecenia wskaźnika zmiany biegów („Gear Shift Indicator”) i korzystając z systemu „Start&Stop”. Odkryłem też, że – w odróżnieniu od innych awanturniczych, małych hatchbacków – jazda w trybie „Normal”, czy nawet „All Weather” to nie wstyd. Wyjątkowy styl MiTO „QV” pozwala jej trzymać fason w każdych warunkach.

MiTo to zbitka pierwszych liter nazw dwóch miast: Milano-Torino. Mała Włoszka to samochód świetnie odnajdujący się właśnie w przestrzeni miejskiej. Wersja „Quadrifoglio Verde” bardziej oznacza komfort i unikalny styl niż brutalną moc. Prowadzona przez systemy elektroniczne doskonale trzyma się drogi, ale na równej nawierzchni, a priorytetem jest stabilność a nie możliwość przejeżdżania zakrętów bokiem. MiTo to „Bardzo Małe Gran Turismo” – z jednej strony poręczny w mieście, bardzo elegancki i skoncentrowany na kierowcy ale niewielki pojazd. Z drugiej – potrafi zapewnić odpowiedni komfort w długiej w trasie.

Alfa Romeo MiTo Quadrifoglio Verde to model, który łączy w sobie najlepsze cechy tej legendarnej marki. Nowoczesny turbodoładowany silnik, zaawansowana technologia, sportowe osiągi i wysmakowana elegancja. Wydaje się, że Alfa powraca do swojego stylu i odzyskuje zaufanie klientów, co potwierdzają wyniki sprzedaży.

Dane techniczne:

Moc: 170 KM przy 5500 obr./min.

Moment obrotowy (w trybie „Dynamic”): 250 Nm przy 2500 obr./min

Przyspieszenie 0-100km/h: 7,5 sekundy

Spalanie (średnie na dystansie 1060km): 8,9l/100km

Masa: 1145kg

Cena: 105.350PLN

Cena za 1KM: 620PLN

Tekst: Bartosz Niemczynowicz

Zdjęcia: J.Kołodziejczyk / A.Niemczynowicz

Zdjęcie modelu „RL TF”: Fiat

Może Ci się również spodoba

  • Maja

    Jak zwykle świetny test i tekst. Doskonale się czyta i aż mam ochotę wsiąść do tego samochodu i pojechać gdzieś daleko…

  • Maciej Eliasz

    Ja sie jaram. Dobrze sie czyta te Wasze testy panowie :) Ze juz nie wspomne o samochodach, ktore testujecie!