Rzymskie Impresje

Na początku maja w Watykanie miała miejsce beatyfikacja Ojca Świętego Jana Pawła II. Z powodu tej uroczystości na Plac Św. Piotra przybyło wiele tysięcy pielgrzymów z całego świata. Jednak poza wymiarem sakralnym wizyta w Wiecznym Mieście otarła się także o sferę profanum – wyprawa do Rzymu była okazją do zapoznania się z kilkoma sławnymi przedstawicielami włoskiej motoryzacji.


Na przełomie kwietnia i maja producent z Sant’ Agata Bolognese zorganizował prezentację swojego nowego flagowego modelu – Lamborghini Aventador LP 700-4. Po uroczystych jazdach po mieście, kilka egzemplarzy zostało ustawionych w miejscach udostępnionych dla publiczności.

Motoentuzjastom oznaczenie modelu jednoznacznie podpowiada jego kluczowe cechy – silnik ułożony z tyłu wzdłużnie (Longitudinale Posteriore), moc 700KM i stały napęd na wszystkie koła. Jak widać producent dumnie podkreśla włoskie pochodzenie marki, pomimo że Aventador powstawał już pod okiem niemieckich księgowych. Wystarczyłoby przypomnieć różne wątki z historii Lamborghini i jej obecnego właściciela, żeby odkryć, że produkcja aut „dla ludu” wcale nie musi być bardzo odległa od produkcji traktorów…

Pomimo złośliwych skojarzeń, współcześnie charakterystyczne logo z bykiem łączone jest jednoznacznie z wyjątkowymi maszynami sportowymi. Dla porządku warto też zauważyć, że bezpośrednim akcjonariuszem Automobili Lamborghini Holding SPA jest producent z Ingolstadt – Audi AG. A modelom sygnowanym logo Augusta Horcha trudno odmówić sportowego charakteru.

Na żywo dzieło inżynierów z Sant’ Agata Bolognese robi jeszcze większe wrażenie niż na zdjęciach. Wyrafinowane połączenie ostrych krawędzi budzi respekt od pierwszego spojrzenia i poczucie, że lepiej byłoby znaleźć się w środku niż na zewnątrz. Po „ugładzonym” Murcielago to godny kontynuator linii Diablo. Agresywny charakter dodatkowo podkreślały linowe barierki, którymi otoczony był prezentowany egzemplarz.

Sercem Lamborghini Aventador jest nowy dwunastocylindrowy silnik o pojemności 6,5l. Na koła za pośrednictwem nowej przekładni ISR przenoszone jest 690Nm momentu obrotowego. Przezroczysta pokrywa odsłania także fragmenty rurowej ramy do której zamontowano motor oraz mocowania elementów tylnego zawieszenia.

Sześcio i pół litrowe „V12” to jednostka napędowa niezbyt często spotykana na drodze. Producent postanowił ujawnić ciekawskim przechodniom kolejność zapłonu dwunastu cylindrów.

Na osiągnięcie pierwszych 100km/h ze startu zatrzymanego Aventador potrzebuje niecałych trzech sekund. Ale to jest jedno z tych aut, które nie potrzebują szybko jeździć, żeby wzbudzić zainteresowanie. Nie potrzebują nawet uruchamiać silnika. Sztandarowy produkt Lamborghini przyciąga spojrzenia – zarówno Rzymian, jak i turystów – nawet wtedy, gdy stoi za barierkami.

Prezentacja nowego auta była okazją do przypomnienia innych flagowych modeli z Sant’ Agata Bolognese, wyposażonych w dwunastocylindrowe silniki w układzie „V”. Przy przedstawieniu towarzyszył poprzednik – produkowany przez ponad 9 lat Murcielago.

LP 670-4 Super Veloce jeszcze lżejsza i mocniejsza od podstawowego Murcielago. Wprowadzona na rynek w 2009 roku, na niedługo przed zakończeniem produkcji tego modelu. Oficjalny czas rozpędzania od 0 do 100km/h to 3,2sek. Dzięki pokaźnemu skrzydłu trudno pomylić go z jakąkolwiek inną wersją.

Innym towarzyszem był legendarny pojazd sportowy swoich czasów – Lamborghini Miura P400 SV. Produkowany na początku lat siedemdziesiątych, od razu zyskał status legendy. Było to pierwsze na świecie auto cywilne z umieszczonym centralnie silnikiem. 385 KM, 6.7sek. do pierwszej setki, V12 o pojemności 3,9l. i 399 Nm momentu obrotowego. wówczas oznaczało prawdziwą rewolucję, a także wzbudzało zazdrość konkurencji i podziw fanów motoryzacji.

Z nowoczesnych rozwiązań zastosowano m.in. suchą miskę olejową, wentylowane tarcze hamulcowe, a opcjonalne wyposarzenie obejmowało np. dyferencjał z ograniczonym poślizgiem. Aventador i Murcielago stojące na ulicy robią wrażenie. Ale Miura zapiera dech w piersiach. Szkoda tylko, że wśród tych zacnych dwunastocylindrowców w wersji Super Veloce zabrakło niesamowitego Diablo. Poza prezentacją Aventadora i jego towarzyszy z fabrycznego muzeum, na ulicach Rzymu szukaliśmy jeszcze innych nieprzeciętnych pojazdów.

Wbrew pozorom urocze, ale wąskie rzymskie uliczki nie są ulubionym miejscem kierowców aut sportowych. W Wiecznym Mieście poza wszechobecnymi skuterami i motocyklami na każdym kroku spotkać można poobijane i poobcierane auta małe i bardzo małe. To miasto, w którym przeciskający się przez Trastevere kompakt sprawia wrażenie półciężarówki, która utknęła w osiedlowej alejce. Czasem jednak można zobaczyć coś niecodziennego.

Nieprodukowanej już „czterysta-trzydziestce” towarzyszy Continental GT zbudowany pod angielskim uskrzydlonym „B” na masce, pod nadzorem niemieckiego producenta. Bentley obok Lamborghini i Bugatii to kolejna sportowa marka w imponującej kolekcji koncernu z Wolfsburga. F430 wspierany przez uśmiechniętą „pięćsetkę” dzielnie broni honoru włoskiej motoryzacji.

Trzeba jednak przyznać, że anglosaski Bentley, zbudowany na płycie podłogowej Phaetona wyposażony w sześciolitrowy silnik W12, wyjątkowo dobrze prezentuje się w rozpoznawalnym włoskim azzurro. Swoją drogą, ujęcie dobrze ukazuje tradycyjny dystans Rzymian do przepisów prawa drogowego. Szczególnie do tych dotyczących parkowania na przejściu dla pieszych.

Nieopodal spotkaliśmy dwa Maseratti stojące w odległości kilkunastu metrów. Widlasty ośmiocylindrowy silnik i niewiele ponad 5 sek. potrzebne na osiągnięcie pierwszej setki. Jak się stoi obok, te liczby nie mają znaczenia. Ten model o praktycznej nazwie „czterodrzwiowca” – która w oryginale brzmi zdecydowanie bardziej dostojnie – to jeżdżące dzieło sztuki. A nawet stojące. A dwa obok siebie, to zdecydowanie za dużo wrażeń jak na jeden dzień.

Wieczorem dostrzegliśmy jeszcze jedno ciekawe auto. Może nie jest tak egzotyczne jak inni spotkani w Wiecznym Mieście sportowcy, ale – w odróżnieniu od zgermanizowanych przedstawicieli globalnego imperium – jest bardzo włoski, podobnie jak F430 czy Quattroporte. A poza tym – jakoś tak znajomo wygląda…

Tak można dostojnie poruszać się sportowym autem po pustych ulicach Rzymu. To idealne miejsce do tego, żeby pokazać Lamorghini Aventador w całej okazałości. No, może poza torem wyścigowym.

Tekst: Bartosz Niemczynowicz

Zdjęcia: A.Niemczynowicz / A.Wyczółkowska / J.Kołodziejczyk

Film: worldcarfans.com

Może Ci się również spodoba